sowiegniazdo blog

    Twój nowy blog

    Cały czas mam ja przed oczami jako różowiótkiego noworodka.
    Nie do pomyślenia dla mnie jest to, że umie jeździc na hulajnodze, albo, że się ubiera sama. O, albo, że pisze mama….
    Serio, mój mózg zafiksował się na roku 2006…

    Wiosna ruszyła pełną gębą. Nawet sobie pół ogródka skopałam, po czym stwierdziłam, że to max na co mnie stac.
    A ptaki świergolą jak durne.
    Okna pomyłam – znaczy, że wiosna na mur beton :)
    Rozpoczęłam również sezon rolkowy. Julka hulajnogowy. A Adam za nami biega bo jeździ to on jedynie samochodem lub rowerem a rowera/u chwilowo brak.
     Ponadto, nie wyobrażam sobie powrotu do normalnej pracy! Od roku zarabiam na swoich wytworach potworach i na myśl o regularnej, biurowej pracy mam ciarki! A kasa taka sama. Chyba mam to, co kiedyś ktoś mądry powiedział – rób ot co lubisz a nigdy nie będziesz pracował…
    no i ja tak właśnie mam.
    ***
    chciałam wstawic fotki Julki ale kurna, komputer mi odmawia współpracy…

    o

    2 komentarzy

    tak wogle to myślałam, że mi się ktoś na blogaska włamał, bo nie mogłam się wcale zalogowac przez kilka dni. A się okazało, na szczęście, że to tylko moja skleroza ;p

    Rozpakowaliśmy się już. 
    Jeszcze coprawda wszystkie letnie łąchy zostały u rodziców, ale już nastał względny ład. Bardzo względny, ale zawsze.
    Mamy trochę taki ciężki czas i w sumie to przydałoby nam się kilka wspierających myśli. Bo tak szczerze, to tak to jeszcze u nas nie było.
    Julka za to szaleje w nowych przestrzeniach i całymi dniami słychac jej szczebiot! Nastał taki dla niej czas, że nie siada na sekundę i buzi też nie zamyka. A głosik to ona ma, oj ma…po mamusi (a ja to z tych, co nadają na wysokich tonach….)
    I się przebiera :) W moje ciuchy. W cokolwiek, byleby mojego. Szminka to nieustannie obiekt jej porzadania i cienie do powiek też (wycina sobie je z gazet i udaje, że się maluje…)
    (ale ma nogi co?)
    Robi razem ze mną kolczyki! TAK, wcale się nie krępuje! Nauczyła się flądra jak posługiwac się bociankami i obcążkami i na tyle na ile pozwalają jej malutkie rączki jedzie z kolczykami a potem ja je mam nosic. Z radością z resztą :)
    To jeszcze jedno :) KObiety sowiego rodu w obiektywie sowy naczelnej – ojca rodziciela czyli :) (jezu, właśnie patrząc się na owe sobie uświadomiłam jakie mam mięsiste uszydła…..!!!)
    nawet podobne jesteśmy na tej focie :)

    …wszystko jeszcze w pudłach, bo nie ma mebli. Ani firanek ;) więc sąsiedzi mają nas na widoku ;p

    W oknie naszej sypialni wisi Julkowe prześcieradło a w oknie łazienkowym Julkowa kołdra (wiece, że wymiary dziecięcej pościeli pasują IDEALNIE do standardowych okien?? ;p )
    Meble przybędą w sobotę. 
    Prysznic przecieka…
    Ale za to z salonu są wielgachne drzwi patio na ogódek :)
    Kuchnia rozpakowana (ja, która głośno krzyczy, że facet tak samo pasuje do garów jak kobita poleciałam czem prędzej i jako PIERWSZE pudło rozpakowałam…tadam….”gary i talerze” :D oraz „szklanki”)
    Julka twierdzi, że ma najładniejszy pokoik na świecie :)

    taaak, dawno nie bylo co?

    Kolejna rewolucja :)
    I sie pakujemy.
    Pakowanie z roku na rok jest trudniejsze (chociz wprawe mam coraz wiekasz…;p )
    A trudniejsze dlatego, ze corka ma aktualnie 4 lata. Absolutnie wszystko robi tak jak my. I ABSOLUNIE KAZDA jej zabawka/ naczynko MUSI byc bezwzglednie owiniete w gazete….otulone i wlozone do pudla. Pudlo MUSI byc podpisane i MUSI stac wlasnie tam gdzie nasze pudla stoja..
    JA wiem, ze to radosc, ze ona w nas taka wpatrzona, ze bierze przyklad i nasladuje. Ale jak bog mi swiadkiem, mam ochote dzisiaj dziada ubic ;d
    Ide wypelniac pudlo z napisem „ciuchy”, bo „gary” i „szklanki” juz pelne i zaklejone sa.

    Była. Długa.

    Wiele się stało.
    Julka miała szpitalny maraton. Astma jednak dała znać o sobie. Nie, nie wyrosła z niej. Astma jest i próba odstawienia sterydów skończyła się dwoma przypadkami ostrej niewydolności oddechowej. Nie mam odwagi próbować podonownie.
    Byłam w ciąży. Poroniłam. Całe przeżycia okołoszpitalne, zabieg, to jak kobietę roniącą traktuje ordynator ginekologii i cała reszta do tej pory przyprawia mnie o mdłości. Nie mam odwagi próbować ponownie. Jeszcze nie.
    Myślę, że dlatego nie mogłam pisać. Nie byłam chyba jeszcze gotowa na to by mówić o tym głośno. W zasadzie od tamtego czasu nie rozmawiam o tym (2 razy mi się zdarzyło ale byłam pijana, kompletnie…).
    AAAle, żeby nie było, ze cały rok był tragiczny, choć fakt do najlepszych nie należał. 
    Odkryłam w sobie pasję. Nową. Może nie jestem w niej geniuszem, ale daje mi ona wiele radości :) 
    A Julka rośnie! Jest taka duża, cholernie mądra, błyskotliwa. Wymawia rrr :) Potrafi napisać kilka wyrazów :) Od Bożego Narodzenia śpiewa kolędy :) I biega po domu we wróżkowych skrzydełkach.
    Będę pisać. Powoli. Rzpiszę się w końcu :)

    …KURWA MAĆ!!!!!!!!

    …nic więcej z siebie nie wycisnę….

    :)

    Brak komentarzy

    Tak tak, no właśnie, bo fotki tutaj trzeba najpierw wgrywać na serwer i dopiero tutaj można je wklejać. A ja się leniwa ostatnimi czasy zrobiłam ;p Laptopa, który obecnie stanowi nasz jedyny album z fotografiami (czego szczerze żałuję, bo uwielbiam te albumy, które można wziąć do ręki i oglądać, chociaż wiem, że gdyby nasze były takie właśnie potrzebny byłby oddzielny pokój na albumy w liczbie kilkutysięcy ;p ) mauż zarekwirował. Więc, już obiecuję uroczyście – fotki będą jak laptopa odzyskam.

    Z upałów 35 stopniowych mamy chłód 15 stopniowy. Średnio to przyjmuje mój rozkapryszony organizm, bólami głowy reagując.
    Pani z ogłoszenia poszła po całości opisując dom w sposób jaki tego oczekiwałyśmy, następnie sam dom rozczarował nas okrutnie a pani była nie z tego świata (założę się, że miała skrzela za uszami). Więc szukamy dalej. Usilnie bo czas goni i na wrzesień trzeba się wyrobić. A jeszcze remont, adaptacja, zakup zabawek, mebelków a w tym wszystkim nasze córki (powpinamy córkom gps-y żeby się pomiędzy farbami/młotkami/naklejkami na ścianę, kubłami i pędzlami nie pogubiły).
    Ważna sprawa to taka, ze przez cały tydzień w rozmowach z urzędami się nie natknęłam na panią z ogórkiem kiszonym (pani z ogórkiem kiszonym to taka pani urzędniczka, która generalnie ma wieczne muchy w nosie i zazwyczaj w czasie rozmowy przegryza ogórka :):) a jedyne co z jej paszczy się wydostaje to: niee wieem, niee mooożna, nieee orientujeee się, i wogle czego ode mnie chcecie, muszę sobie paznokcie pomalować…). Więc zarówno panie w SANEPIDZIE jak i w Urzędzie Pracy – rewelacyjne. Dostałam odpowiedzi na każde pytanie a pani w SANEPIDZIE poświęciła mi z 15 minut tłumacząc szczegółowo co i jak i mało tego, rzuciła kilka porad na temat rzeczy o które się nie pytałam – wykazała na prawdę dużo dobrej woli. To samo panie w Urzędzie Pracy – i tym wojewódzkim i miejskim i tym powiatowym. Wszystkie super! Zdaje się, że ogórkowe raszple ewaporowały ku uciesze mej!
    Julia wyszła z fazy wiecznego kapryszenia, która to faza utrzymywała się jakiś miesiąc przyczyniając się do powstania zmarszczek na twarzy jej matki. Ale przeszło i znowu moja córka jest układną, grzeczną, wesołą i samodzielną flądrą. Jest niesamowicie błyskotliwa (taaaaak, mam najgenialniejsze dziecko świata…). Zadaje mnóstwo pytań a jej ostatnim faworytem paytaniowym jest … kameleon.
    Adam nauczył ją znaków drogowych i rozpoznaje dużą ich część. Jest to jej ulubiona zabawa podczas podróży samochodowych. 
    Scena
    Idzie Julka schodami ku górze potykając się o ostatni schodek lub też o dywan na półpiętrze leżący (nie wiem o co się potknęła bo sytuacji nie widziałam a słyszałam jeno). Potknąwszy się Julka pod nosem , z odpowiednim naciskiem i akcentem siarczyście i donośnie mówi;
    -O kullllll….(tutaj moje czułka, obydwa stanęły dęba nasłuchując co dalej)..ka klówka. 
    Cisza.
    Matka wygląda z pokoju na dole i widzi córkę wyraźnie skruszoną, stojącą na półpiętrze i z zawadiackim uśmiechem patrzącą się w dół na reakcję matki czekając. 
    Skonsternowana matka:
    -Co tam powiedziałaś córciu?
    Zupełnie nieskonsternowana i absolutnie pewna siebie córka odpowiada;
    -No psecies słyszałaś, że kulka klówka! Maamo!
    Matka;
    -A co chciałaś powiedzieć?
    Córka:
    -Nie powiem ci!
    Matka
    -Czemu?
    Córka:
    -Bo jak powiem to będziesz mi mówiła, że tak mówić nie wolno!
    ****
    A poza tym to nauczyła się stania na rękach przy ścianie o zawał serca za każdym razem mnie przyprawiając!

    potrzebowałam złapać trochę oddechu. Takiego luzu. Takiego stanu zupełnego oderwania się od rzeczy mnie trapiących potrzebowałam.

    I dostałam.
    Wróciłam odświeżona i pełna energii do działania a tego teraz mi trzeba duuużo :) I na samą myśl o tym, że dziać sie będzie nowe buzia mi się uśmiecha. W głowie układają mi się kolejne obrazki. Achhh….
    A na Słowacji…cudnie było wprost!
    Julka nauczyła się pływać na kole i zasuwała jak mały motorek wcale się na nas nie oglądając. Codziennie zażywaliśmy nadwornych, hedonistycznych kąpieli w źródłach termalnych i wcale nam nie przeszkadzało to, że na głowy nasze kapał deszcz a temperatura powietrza nie przekraczała 10 stopni. Piety mam jak niemowlę :D:D:D:D
    Fotografie wieczorkiem :)

    -Julka, nie boli Cie gardełko??

    -Maaamo, pytałaś się już mnie dzisiaj ze śto lazi psecież! – odpowiada rezolutna latorośl.
    Tak. Mam lekkiego fisia po tym jej pobycie w szpitalu.

    Strasznie dziwne to uczucie gdy dostałam okresu, którego nie planowałam przez kolejnych kilka miesięcy.

    Myśli o stracie wyparłam ze swojego umysłu i wcisnęłam gdzieś głęboko, w miejsce, którego sama dobrze nie znam. Siedzą tam cicho, czasami, wieczorami tylko nos wyściubiając. Szybko je wtedy wciskam z powrotem.
    Maj jakiś kapryśny. Chociaż burze wcale nie spektakularne. Za to ta powódź owszem. Tam ludzie domu potracili, swoje miejsca na tym świecie….
    Julia zadaje 1000 pytań na minutę. Dysputuje i dywaguje nad prawidłowościami bytowania na tym świecie. Rozkosznie krzywi nosek, gdy coś staje w sprzeczności z jej wyobrażeniem. Taka już dorosła i samodzielna.
    Niemowlęcia mi się chce…

    • RSS